Na nowy rok

(1 głos)

Pomyślałam, że czas, który teraz nastał, jest dobrym czasem na przypomnienie o swoim istnieniu na tej stronie internetowej. Przy okazji jest nowy rok, więc i okazja idealna, by z nowym rokiem odświeżyć nieco zapomniany blog.

Czas, o którym wspominam na początku, jest dla mnie czasem bardzo trudnym. Pomimo wielu starań, los spłatał mi figla i uziemił mnie na jakiś czas w domu. Początkowo rozpaczałam, bo lubię być w działaniu, lubię mieć kontrolę nad tym, co robię, wypełniać zadania, które sobie postawiłam na nowy rok. Chyba za bardzo chciałam tej kontroli i jak zwykle przestałam słuchać swojego ciała, które już pod koniec roku dawało mi znaki, żeby zwolnić, nie pędzić tak, posłuchać siebie. Wszystko było ważniejsze, tylko nie ja. Jest, jak jest. Ciało wygrało, samo za mnie zadecydowało i zmusza mnie teraz do wypoczynku.

Piszę to, żeby się z Wami podzielić swoją obserwacją na ten temat zwolnienia właśnie, radości (trochę w cierpieniu, bo jednak ciało regeneruje się powoli i czasami boleśnie doświadcza) z darowanego czasu.

Czytam zachłannie jak zawsze, nadrabiam w tej dziedzinie zaległości, ale też czytam rozważniej, nie tracę tego czasu na książki marne, bezbarwne, miałkie. O literaturze innej niż tej związanej z jogą, piszę na blogu przestrzenkultury, więc tutaj już to ominę, natomiast o książce „Medytacja dzień po dniu” Christophe André, muszę tutaj wspomnieć. Ta książka sama w sobie jest medytacją, jest zatrzymaniem, jest wreszcie uważnością - tym stanem, który tak trudno mi czasami osiągnąć, którego uczę się wolno i momentami tą nauką rozkoszuję. Pomijam już fakt, jak pięknie jest wydana, ile piękna może być na trzystu stronach książki.

Oddycham uważniej, jem inaczej, wolniej chodzę, i codziennie rano siadam do medytacji, do swoich technik oddechowych, za które jestem wdzięczna swojemu nauczycielowi. Staram się, bardzo się staram zaakceptować stan, w jakim się znajduję, swoje odbicie w lustrze. Z niczym się nie zgadzam, z niczym nie walczę, wszystko przyjmuję.

Myślę, wiem już, że nie warto się tak spieszyć, żyć w pędzie, zarabiać więcej i więcej. Gubimy „coś” ważnego po drodze. Zwolnijmy, a ten czas wykorzystajmy na szukanie tego „czegoś”.

Na ten nowy rok tego Wam i sobie życzę.

 

 

 

 

Etykiety :
Więcej w tej kategorii: « W sercu jogi Indie »

Skomentuj

Upewnij się, że wypełniłaś/eś wszystkie wymagane pola oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.